a
kontakt z nami: 785 366 475 redakcja: redakcja@rynekfarb.pl reklama: ad@rynekfarb.pl
Profesjonalnefarby.net
Rynek FarbFarby dekoracyjneJak Facebook sztukę ratował…

Jak Facebook sztukę ratował…

Dla przeciętnego Kowalskiego sztuka współczesna to wiedza tajemna. Odróżnić wybitne dzieło od bezwartościowego rupiecia – trudne zadanie! Przekonali się o tym pracownicy firmy oczyszczającej ze szwedzkiego Malmö, którzy przypadkiem...

Facebook

…sprzątnęli mural. „Hah, i cóż z tego!” – powiecie ze wzruszeniem ramion. I rzeczywiście, nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ów mural to dzieło znanego kolumbijskiego artysty Stinkfisha. I nie powstał nielegalnie, a w ramach festiwalu sztuki ulicznej Artscape. Nieświadomi niczego sprzątacze pomylili barwną kompozycję na ścianie budynku przedsiębiorstwa energetycznego Eon z pozbawionym wartości graffiti wykonanym przez lokalnych wandali.

Jednych nieporozumienie rozbawiło, inni zapłonęli świętym oburzeniem. Czy słusznie? Ktoś powiedziałby, że przecież nie jest obowiązkiem zwykłego sprzątacza, przeciętnego zjadacza chleba, znać się na sztuce (tym bardziej kolumbijskiej, która rozwija się tysiące kilometrów od Szwecji). Pracownicy przedsiębiorstwa oczyszczającego robili tylko to, co – jak sądzili – do nich należy. Przykra pomyłka.

Okazuje się, że szybki rozwój street artu ze wszystkimi jego formami może sprawić wiele kłopotu firmom zajmującym się oczyszczeniem miast. Co będzie jeśli nagle otaczające nas graffiti, tagi i murale awansują do rangi dzieł sztuki i staną się nietykalne? Czy osiedlowy blok z napisem Cracovia Pany można zaliczyć do tej kategorii, czy już nie? Jak odróżnić zwykły mural od tego wartego miliony? Może właśnie w tym momencie rodzi się rynek szkoleń o sztuce ulicznej, którego klientami będą służby oczyszczania miasta, zarządcy kamienic i spółdzielnie mieszkaniowe?

Wracając do biednych Szwedów. Sławny mural Banksy’ego został sprzedany za rekordową sumę miliona dolarów. Możemy przyjąć – na szczęście dla sprzątaczy! – że dzieło Stinkfisha nie było warte aż tyle. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę koszty (w końcu pieniądz rządzi światem), również praca sprzątaczy i zużyte przez nich środki chemiczne miały swoją cenę, można by więc śmiało napisać, że zwiększyli wartość dzieła. Wszystko byłoby pięknie… gdyby nie fakt, że dzieła już nie ma.

I tu do akcji wkracza Facebook. Gdzieś na jego serwerach, pośród milionów fotek z imprez i słodkich selfie, kryje się kilka zdjęć, na których dzieło Stinkfisha wciąż żyje. Brawo Facebook, brawo internet! Brawo Mark Zuckerberg, nowy globalny mecenas sztuki!